Nie zaczynamy od wdrożenia całej firmy. Zaczynamy od jednego procesu, który boli najbardziej — żebyś zobaczył efekt, zanim zdecydujesz o czymkolwiek większym. Poniżej pięć sytuacji, które w regionie spotykamy najczęściej.
Transport i spedycja: zlecenia przepisywane z maili
Jak jest: zlecenia przychodzą mailem, w PDF-ie albo w treści wiadomości. Ktoś je otwiera, przepisuje do arkusza albo do systemu TMS, zakłada teczkę, wysyła potwierdzenie. Przy kilkudziesięciu zleceniach dziennie to etat sam w sobie — i miejsce, w którym najłatwiej o literówkę w numerze zlecenia.
Co robimy: automat czyta skrzynkę, wyciąga dane ze zlecenia (także z PDF-a), zakłada wpis w systemie, generuje potwierdzenie i odsyła je klientowi. Gdy czegoś brakuje — zamiast zgadywać, wrzuca sprawę na listę do ręcznej weryfikacji.
Typowy efekt: 4–8 godzin tygodniowo mniej przy jednej osobie obsługującej zlecenia.
Produkcja: raporty składane ręcznie z kilku źródeł
Jak jest: dane o produkcji są w jednym miejscu, o brakach w drugim, o zamówieniach w trzecim. Raz w tygodniu ktoś siada i skleja z tego raport dla zarządu. Raport jest gotowy w czwartek i opisuje stan z poniedziałku.
Co robimy: automat pobiera dane ze wszystkich źródeł, składa raport i wysyła go o ustalonej godzinie — mailem, na Slacka albo jako dashboard, do którego wchodzisz, kiedy chcesz. Bez czekania na czwartek.
Typowy efekt: 3–6 godzin tygodniowo mniej i raport, który jest aktualny, a nie historyczny.
Handel i hurtownie: zamówienia, faktury, stany magazynowe
Jak jest: zamówienie przychodzi mailem albo telefonicznie, ktoś wystawia fakturę, ktoś inny sprawdza stan magazynu, a klient dzwoni z pytaniem, czy towar wyszedł.
Co robimy: spinamy sklep, magazyn i system fakturowy tak, żeby zamówienie przechodziło przez wszystkie etapy samo, a klient dostawał powiadomienie na każdym z nich. Integrujemy się z polskimi systemami — Subiekt, Comarch, wFirma, Fakturownia — przez API albo przez plik, jeśli API nie ma.
Typowy efekt: mniej telefonów „gdzie moje zamówienie" i koniec z ręcznym pilnowaniem stanów.
Gabinety i kliniki: rejestracja, przypomnienia, dokumenty
Jak jest: telefon dzwoni w trakcie wizyty, przypomnienia wysyła się z palca albo wcale, a pacjent, który nie przyszedł, to godzina, której nikt nie odzyska.
Co robimy: automatyczne przypomnienia SMS i mailowe przed wizytą, potwierdzanie terminu jednym kliknięciem, formularze wypełniane przed wizytą zamiast w poczekalni. Chatbot odpowiada na pytania o godziny przyjęć i przygotowanie do badania — czyli na większość tego, o co dzwonią pacjenci.
Typowy efekt: wyraźnie mniej nieodwołanych nieobecności i spokojniejsza rejestracja.
Biura rachunkowe i HR: dokumenty, które trzeba opisać i wprowadzić
Jak jest: klient przysyła fakturę mailem albo zdjęciem, ktoś ją opisuje, wprowadza i archiwizuje. Przy kilkuset dokumentach miesięcznie to praca, która nie wymaga myślenia, ale wymaga czasu.
Co robimy: automat odbiera dokument, odczytuje z niego dane, wstępnie klasyfikuje i wrzuca do systemu wraz z załącznikiem. Człowiek zatwierdza zamiast przepisywać.
Typowy efekt: 5–10 godzin miesięcznie na każde 200 dokumentów.
Nie widzisz tu swojego procesu? To normalne — automatyzacja rzadko wygląda tak samo w dwóch firmach. Opisz, co robicie ręcznie, a powiemy w ciągu jednego dnia, czy da się to zautomatyzować i mniej więcej ile to kosztuje.
Opisz swój proces